Masaż biurowy a trening uważności

Gdzie zwykle przychodzą Ci do głowy najbardziej bystre pomysły? Prysznic, spacer, moment przed snem? Wspólnym mianownikiem tych stanów flow jest sytuacja pozbawiona bodźców, dystraktorów i digitalowych stymulantów. Jesteśmy zanurzeni w „poznawczej zupie” – mieszance clickbaitowych informacji, socialmediowych notyfikacji i firmowego zoom fatigue. Potrawa ta nie smakuje najlepiej – pozbawiona jest bowiem pobudzających nasz mózg przypraw. Zapraszam do zapoznania się z moim autorskim przepisem na odżywczy pokarm dla głowy, ale aby nie było zbyt subiektywnie, poprosiłam o podzielenie się komentarzami specjalistkę od hackowania mózgu – Sandrę Lasek, trenerkę i psychoterapeutkę współpracującą z For Good Health.

Szczęśliwy mózg – jak pogłaskać swoje neurony?

Rick Hanson, psycholog z Berkeley i autor poradnika „Szczęśliwy mózg”, udowadnia, że można zmienić negatywne nastawienie mózgu i przeprogramować go na szczęście. Jak? Chłonięciem dobra. Zanim oskarżycie mnie o szarlataństwo, wyjaśnię zamysł Rick’a. Jego zdaniem koncentrowanie się na pozytywnych emocjach, przyjemnościach, dobrych rzeczach uspokaja nasz układ nerwowy. Jeśli robimy to regularnie, powstają nowe połączenia neuronalne, odzwyczajamy swój mózg od nawykowego funkcjonowania w trybie standby.

Masaż biurowy jako redukcja stresu

Faktem jest, że nasz mózg jest jak teflon w przypadku pozytywnych momentów i jak rzep w przypadku tych złych. W kontekście ewolucyjnym oczywiście było to dla nas użyteczne. Przetrwaliśmy jako gatunek dzięki temu, że lepiej zapamiętywaliśmy niebezpieczeństwa i negatywne emocje. Właśnie dlatego zwykle jesteśmy skupieni na potencjalnych zagrożeniach. Moja historia zawodowa doskonale to potwierdza – śmieję się, że pracując przez lata w event marketingu, opatentowałam autorski sposób zarządzania projektami – „zarządzanie przez fakapy”. Nie potrafiłam manifestować bezproblemowego przebiegu wydarzenia, wolałam nastawić się na projektowe „dramy”.

Skutek takiego samobiczowania? Wydzielanie hormonu stresu – kortyzolu, który mógłby być głównym bohaterem podcastu w konwencji true crime. Kortyzol bowiem zabija nasze neurony, za jego sprawą możemy mieć mniej szarych komórek i połączeń nerwowych. Jak należy przeciwdziałać tej zbrodni? Między innymi ekspozycją na pozytywne doświadczenia – takie jak trening uważności.

„Uważność można, a nawet trzeba ćwiczyć, ponieważ jest umiejętnością i można ją wytrenować. Oczywiście ktoś będzie bardziej predysponowany do bycia tu i teraz, a ktoś mniej. Tym właśnie jest uważność – byciem obecnym w danym momencie, nie tylko ciałem, ale też umysłem i sercem. Jednak ćwiczyć każdy może! 

Osobiście zachęcam moich klientów, aby zaczynali ćwiczenia uważności od uważnego mycia naczyń. Na ogół wszyscy z ulgą odpowiadają, że nie mogą wykonać takiego ćwiczenia, bo niestety mają zmywarkę. W końcu udaje mi się ich przekonać, aby jednak kilka naczyń umyli ręcznie, a rezultaty są zdumiewające. Większość zaczyna lubić mycie naczyń!” – podpowiada Sandra Lasek.

Mindfulness – mistyfikacja czy taka sytuacja? 

W 1979 roku, Jon Kabat-Zinn założyciel Kliniki Redukcji Stresu przy Uniwersytecie w Massachusetts, stworzył program MBSR (Mindfulness-Based Stress Reduction) oparty o uwagę:

  • skierowaną na bieżącą chwilę,
  • świadomą,
  • nieosądzającą.

Program ten stanowił punkt wyjścia do licznych badań i eksperymentów naukowych. Jednym z nich było doświadczenie Dr Sary Lazar z Harwardzkiej Szkoły Medycznej, która objęła badaniem grupę 20 Amerykanów. Wszyscy co najmniej od 10 lat regularnie „wyciszali się”. Grupę porównawczą stanowiło 20 osób prowadzących podobny styl życia i w tym samym wieku, jednak nigdy nie trenujących uważności. Wszyscy uczestnicy eksperymentu leżeli spokojnie w laboratorium, gdzie w tym czasie za pomocą rezonansu magnetycznego skanowano ich mózgi. Okazało się, że kora mózgowa osób doświadczających praktyki mindfulness była wyraźnie grubsza. Różnice dotyczyły tych rejonów mózgu, które odpowiedzialne są za podejmowanie decyzji, zdolność koncentracji oraz pamięć krótkotrwałą.

masaż biurowy a trening uważności

Brzmi utopijnie, a przecież obok nas jest tzw. „żyćko” – wypełnione pracą, obowiązkami, nieprzewidywalnościami. Co więcej, moje pokolenie wciąż pracuje według zasad, które przyswoiliśmy sobie w szkole, obserwując naszych rodziców, chłonąc postkomunistyczny mindset. Pracuj ciężko, myśl szybko, używaj nowych narzędzi, aby działać efektywniej i produktywniej. Większość książek zawierających porady dla liderów i menedżerów, wskazuje i uczy, jak osiągnąć szybciej, zarabiać więcej i odnosić spektakularne sukcesy. Ta doskonałość operacyjna staje się naszą obsesją.

Nie będę zachęcać Was teraz, aby „rzucić to wszystko” i wyjechać na Bali na miesięczny kurs mindfulness. Można znaleźć własny sposób na zatrzymanie się, poobserwowanie naszego ciała i skupienie się na emocjach. Formą medytacji może być wspomniane przez Sandrę mycie naczyń, jazda autem, czy – jak w moim przypadku – masaż biurowy.

Masaż biurowy – hedonizm kontrolowany?  

Jednym z elementów wellbeingowej układanki For Good Health jest masaż biurowy. Szewc bez butów nie może chodzić, więc w naszym biurze również co tydzień pojawia się PROzdrowieńca – certyfikowany masażysta, którego KPI jest zagwarantowanie relaksu „szytego na miarę”. Za każdym razem bowiem specjalista przeprowadza z nami krótką rozmowę o potrzebach – czy oczekujemy masażu leczniczego czy relaksującego. Domyślacie się już chyba, co zwykle jest moim wyborem 🙂

kreatywność

Masaż biurowy to moja odpowiedź na praktykę uważności. Pozwala mi uwolnić i uspokoić umysł, skoncentrować się na tu i teraz, znaleźć więcej akceptacji na to, co pojawia się w codziennym dniu. Słowem – być bardziej przytomnym człowiekiem i pracownikiem. Masaż to 20 minut bycia w ciele – przestrzeń na energetyczny reset, dystans i kreatywność! Swobodny przepływ myśli, obrazów, emocji powoduje, że podczas sesji wpadam na najbardziej błyskotliwe pomysły biznesowe. Moi współpracownicy potwierdzą, że moją pierwszą czynnością po zejściu z fotela masażowego jest notowanie w notesie efektów „strumienia świadomości” – nowych idei, koncepcji na kampanie, chwytliwych haseł. Kluczowa jest oczywiście regularność – fakt, że mam komfort korzystania z masażu raz lub dwa razy w tygodniu pomaga w „rutynie treningowej” mózgu. Do niczym nieskrępowanej wędrówki myśli dochodzi świadomy oddech.

„Kiedy doświadczamy masażu biurowego aktywnie nic nie robimy, nasze ręce nie są niczym zajęte, a umysł ma odpoczywać!!! Cóż gorszego dla umysłu, który w swoją naturę ma wpisane stałe zajmowanie się czymś, niż relaks! Aby jednak ćwiczyć uważność i mieć jak najwięcej przyjemności z masażu, możemy przywoływać się do chwili obecnej poprzez obserwację naszego oddechu. Obserwację, czyli przyglądanie się temu, jak oddycham – skupiając się przestrzeni między dziurkami od nosa a ustami, odczuwając, jak powietrze delikatnie nas muska. 

Od tego przywrócenia nas do chwili obecnej już tylko krok do tego, aby zacząć bardziej uważnie odczuwać masaż. Aby zająć czymś umysł można początkowo komentować w myślach różne momenty masażu, np. „ale to jest przyjemne”, „czuję, jak rozluźni` mi się noga”, „nie wiedziałam, że aż taka jestem spięta” itd. Z czasem można zacząć nazywać to, czego doświadczamy tylko pojedynczymi słowami np. „relaks”, „rozluźnienie”, „błogość”. 

Po jakimś czasie umysł zajmie się doświadczaniem – komentowanie oraz nazywanie będzie zbędne. Masaż stanie się dużo przyjemniejszym i dłuższym doświadczeniem, ponieważ gdy jesteśmy uważni czas jakby wolniej płynie.” – trafnie puentuje ten „proces” Sandra Lasek.

Refleksja na koniec? Kartezjusz się mylił. Dualizm ciała i ducha nie istnieje – bez sprawnego umysłu kuleje ciało i odwrotnie, jesteśmy chorzy somatycznie, obrywa nasz układ nerwowy, a kreatywność siedzi samotnie w kącie. Dbanie o chemię mózgu to forma przytulenia samego siebie, a kto nie lubi się przytulać?!


Autorka: Joanna Pietrzak, Business Development Director, For Good Health

*Obrazki są autorstwa Thomasa Lelu – https://www.instagram.com/thomaslelu/